Ciche pożegnanie z najwierniejszym przyjacielem.
Mówi się, że na pewne rzeczy w życiu nigdy nie da się w pełni przygotować. Choć doskonale wiemy, że zwierzęta żyją krócej niż my i że ich czas u naszego boku jest ograniczony, to kiedy przychodzi ten moment, ból i tak zaskakuje swoją głębią.
Odeszła nasza 16-letnia kotka, Tara.
Spędziła z nami 11 pięknych lat. Trafiła pod nasz dach jako dorosła, 5-letnia kotka. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze za granicą – Tara pamiętała tamte czasy, tamten dom i tamten etap naszego życia. Była dla nas niezwykłym łącznikiem między tamtym światem a Polską, do której przeprowadziliśmy się razem z nią i jej przyrodnią siostrą.
Gdy ją przygarnęliśmy, była nieśmiałym i zestresowanym kotem. Oswojenie jej wymagało cierpliwości – przez pierwsze pół roku spędzałam z nią mnóstwo czasu pod łóżkiem, powoli pokazując jej, że jest bezpieczna. Z miesiąca na miesiąc otwierała się coraz bardziej. Choć do obcych ludzi do końca pozostała zdystansowana, dla nas stała się najczulszą towarzyszką.
Przez lata nasza rodzina się powiększała – pojawiła się Maja, a potem Leon. Tara wykazała się wtedy cudownym, wręcz instynktownym ciepłem. Pokochała Leona od pierwszych dni: mruczała przy nim, wylizywała go, opiekowała się nim i spała obok niego, gdy był malutkim niemowlęciem. Wyglądało to tak, jakby spełniała się w roli platonicznej, troskliwej kocio-mamy.
Ostatnio zaczęła jednak powoli gasnąć. Starość i dolegliwości – problemy z tarczycą, a później z nerkami – dały o sobie znać. Miałam wrażenie, że po prostu poczuła, iż spełniła już swoją misję na tym świecie i czas odpocząć. Odeszła w cichości, z tym swoim charakterystycznym, cichym mruczeniem.
Teraz w domu zapanowała dziwna, trudna cisza. Został z nami drugi kot, który też wydaje się nieco zdezorientowany tą zmianą. Staramy się otoczyć go teraz podwójną miłością i uwagą, dając mu poczucie bezpieczeństwa.
A ja? Wciąż kątem oka widzę, jak Tara schodzi po schodach. Dzisiaj rano, gdy drobny pyłek spadł z parapetu i musnął moją łydkę, przez ułamek sekundy myślałam, że to ona otarła się o moją nogę. Wciąż odruchowo spoglądam w jej ulubione miejsca do spania i sprawdzam, czy drzwi na podwórko nie powinny być uchylone. Pamięć ciała i serca nie daje tak łatwo wykasować jej obecności.
Tara była przy mnie w trudnych momentach. Kiedy potrzebowałam wsparcia, przychodziła, przytulała się i po prostu była.
Piszę ten wpis, bo chcę ją w ten sposób uhonorować. Chcę zostawić ślad po jej obecności i podziękować jej za te wszystkie wspólne lata, za miłość i za całe dobro, które wniosła do naszego życia.
Żegnaj, koci przyjacielu. Bardzo Cię kochamy ♥️



Komentarze