O wytchnieniu w chaosie
Czasem bywają takie momenty, kiedy otwieram pustą stronę i po prostu nie wiem, co napisać. Ten i poprzedni tydzień przyniósł całe mnóstwo natłoku – przejście z letniego, wakacyjnego trybu na powrót do szkolnej codzienności, mnóstwo spraw na raz. W tym wszystkim gdzieś po drodze całkowicie straciłam wenę.
Zapytałam Was nawet na Instagramie, o czym mogłabym napisać, co chcielibyście przeczytać. Jedna z Was podsunęła myśli: „Napisz o tym chaosie”. I pomyślałam, że to w sumie idealny moment.
Bo prawdą jest, że przy niemowlaku w domu, przy starszym dziecku, które wraca do swoich szkolnych obowiązków, chaos po prostu bywa. Staramy się z mężem z całych sił, żeby ta nasza rodzinna machina chodziła gładko, żeby wszystko było poukładane i na czas. Ale czasem się po prostu nie da. Tu nagle coś wyskoczy, tam trzeba natychmiast coś załatwić i człowiek po prostu przestaje ogarniać.
Przez chwilę miałam taki moment, że tylko się denerwowałam. Złość, napięcie, brak możliwości odpoczynku czy chociażby spokojnego zaśnięcia, bo myśli kręciły się w głowie od natłoku spraw. Aż w końcu zrozumiałam, że to trzeba po prostu zaakceptować.
Dzisiaj usiadłam sobie przed domem. Na świeżym powietrzu, z kubkiem ciepłej kawy. Zamiast pędzić do kuchni, żeby piec dla Leona te wymyślone donut'y z kaszy manny, po prostu usiadłam. Pomyślałam: odpuść na chwilę, posłuchaj, jak szumią drzewa. I to była najlepsza decyzja dnia.
Przychodzi do mnie nasz kot, który też wyraźnie przeżywa trudniejszy czas i potrzebuje teraz ogromu czułości, bliskości i obecności. Siedzę tak, głaszczę go i myślę sobie, że z takich małych, zatrzymanych chwil składa się codzienność.
Internet pełen jest idealnych kadrów – mam, które ogarniają dwójkę czy trójkę dzieci, prowadzą firmy, robią treningi, mają czas na paznokcie, pracę i idealnie poukładany dom. Super, wierzę, że tak można. Ale u mnie bywa inaczej. Bywa chaos, bywa nieogarnięcie, a potem przychodzi taka zdrowa, spokojna rutyna. I to też jest w porządku.
O tym chciałam Wam dzisiaj napisać. O chaosie, który po prostu bywa – i o tym, że nawet w samym jego środku można wywalczyć dla siebie małą odrobinę wytchnienia.
A jak to wygląda u Was z tym powrotem do września? Udaje Wam się czasem złapać taki oddech, czy też płyniecie w chaosie?




Komentarze