top of page
Szukaj

Kamyki przyjaźni

  • Zdjęcie autora: Antonina Żero
    Antonina Żero
  • 19 maj
  • 2 minut(y) czytania

Wszystko zaczęło się od zwykłego spaceru z Mają. Maja, pewnie jak większość dzieci w tym wieku, potrafi dostrzec piękno tam, gdzie my, dorośli, widzimy tylko... tło.

W pewnym momencie schyliła się i zawołała:


„Zobacz, mamo, jaki super kolor ma ten kamień!”.


To przypomniało mi o pewnym miejscu, które mijam niemal codziennie, spacerując z Leonem. Aby wyrównać tamtejszą drogę, wysypano na nią tłuczeń i gruz. Wśród tych wszystkich szarych odłamków zauważyłam kiedyś intrygujące, niebieskie kamyki. Obiecałam Mai, że następnym razem przyniosę jej kilka takich okazów.

Jak obiecałam, tak zrobiłam. Podczas kolejnych wędrówek przyjrzałam się im z bliska. Oczywiście, z „dorosłego” punktu widzenia nie były to żadne szlachetne minerały, ale po prostu potłuczone kawałki starych płytek ceramicznych, które dla kogoś stały się bezużyteczne i skończyły jako podkład pod ubitą drogę. Wybrałam trzy najładniejsze, niebieskie fragmenty i schowałam do kieszeni.

Kiedy po powrocie do domu wręczyłam je Mai, jej reakcja zupełnie mnie rozbroiła. Dla niej to nie był gruz.


„O, ale super! To będą moje kamyki przyjaźni. Podaruję je trzem moim najlepszym przyjaciółkom!”


Siedziałam i patrzyłam na nią, myśląc o tym, jak wspaniale jest być dzieckiem. Mieć w sobie tę czystą, niczym niezmąconą zdolność do widzenia skarbów w rzeczach podniesionych prosto z ziemi. Skarbów, którymi chce się bezinteresownie dzielić z ludźmi, bo zostały podarowane z czystej miłości i myśli o nich.

W dorosłym życiu tak łatwo to zatracić. Biegamy między pracą a obowiązkami, skupiamy się na liście zadań i zapominamy, że wokół nas jest mnóstwo małych rzeczy, które mogą przynieść nam czystą radość. Staram się pielęgnować w sobie tę uważność. Czasem to po prostu chwila oddechu przy filiżance kawy wypitej w południe, a czasem chwila zatrzymania, by popatrzeć na naszego kota siedzącego w oknie i pomyśleć: „Ciekawe, o czym on teraz tak duma?”.


Chciałam uratować tę małą historię od zapomnienia i zostawić ją tutaj. Może będzie dla Was (i dla mnie samej w trudniejsze dni) przypomnieniem, że to właśnie w tych najmniejszych, najbardziej banalnych detalach tkwi największa siła i prawdziwe szczęście.


Co widzicie na zdjęciu?


Na zdjęciu do dzisiejszego wpisu możecie zobaczyć dokładnie te trzy niebieskie kamyki, które przyniosłam ze spaceru. Kiedy ułożyłam je obok siebie, nagle... objawiła mi się łódeczka! Taka mała łódka płynąca po pełnym morzu.

Może to dla mnie jakiś podświadomy znak, że czas wyruszyć w kolejny rejs i dłuższą podróż? Muszę tylko poczekać, aż Leon odrobinę podrośnie. Nie należę do tych mam, które z pełną swobodą podróżują z niemowlakiem od pierwszych tygodni życia, ale pamiętam, że kiedy Maja miała 8-9 miesięcy, ruszyliśmy w drogę i to były cudowne przygody. Na wszystko przyjdzie czas.


A Wy? Co widzicie, patrząc na te kamyczki? Może Wasza wyobraźnia podpowiada Wam zupełnie inny kształt?


Dajcie znać w komentarzach, czy Wam również udaje się czasem znaleźć takie małe, codzienne powody do radości!



Komentarze


IMG_2382_edited.jpg
  • Instagram

Kontakt

IMG_2382_edited.jpg

© 2035 by Między drzemkami. Powered and secured by Wix 

bottom of page