top of page
Szukaj

Doktorat z „gu”, czyli o tym, dlaczego świat oszalał na punkcie dziecięcych osiągnięć

Zdjęcie autora: Antonina Żero
Antonina Żero
14 kwi
2 minut(y) czytania

Ostatnio przeglądałam jedną z grup dla mam w mediach społecznościowych i trafiłam na wpis, który na długo zapadł mi w pamięć. Jedna z mam, pełna szczerych obaw, zapytała społeczność, czy z jej 3-miesięcznym maleństwem jest wszystko w porządku, ponieważ... mówi tylko „gu”.

Reakcja? W 80% był to czysty sarkazm. „Mój to już książki czyta!”, „Moja zna cały alfabet”, „Moje to już doktorat robi!” – sypały się komentarze. Choć te mamy chciały w ten (nieco brutalny) sposób przekazać autorce, że wymaga od niemowlęcia niemożliwego, to cała ta sytuacja skłoniła mnie do głębszej refleksji.


Świat, który pędzi na złamanie karku


Zaczęłam się zastanawiać: co się stało z naszym tempem życia? Pamiętam swoje dzieciństwo – moi rodzice nie mieli grafiku wypełnionego po brzegi każdą sekundą mojej i swojej doby. Owszem, był sport, był dodatkowy angielski, ale wciąż zostawało mnóstwo miejsca na wspólny obiad, spokojną zabawę czy po prostu... nudę.

Dziś? Dzisiejszy świat pędzi o wiele szybciej. Sama to widziałam po sobie – po powrocie z pracy często nie było nawet sekundy na złapanie oddechu. Zawsze było jakieś „coś”. Wieczorami padałam na twarz, nie mając siły nawet na umycie zębów.


Lekcja od Leona


Dopiero dzięki Leonowi mój świat znów trochę zwolnił. I jestem mu za to niezmiernie wdzięczna. To on przypomniał mi, że nie musimy brać udziału w tym szaleńczym wyścigu.

Zauważyliście, że teraz zajęcia dodatkowe dla dzieci zaczynają się niemal od razu po urodzeniu? Mamy zajęcia 1+, a może nawet 0+, o których jeszcze nie słyszałam. Czy nasze dzieci naprawdę muszą być „najlepsze we wszystkim”, zanim jeszcze wyjdą z przedszkola?


Dajmy im być dziećmi


A może by tak po prostu... odpuścić? Pozwolić im na to beztroskie dzieciństwo, które my jeszcze pamiętamy? Przecież wszystkie ważne umiejętności („skille”, jak to się teraz mówi) przyjdą w swoim czasie.

Moje dziecko – i Twoje też – nie musi na razie robić „doktoratu z gu”. Ma czas. My też mamy czas, żeby po prostu przy nich być, zamiast tylko gonić za kolejnym punktem w grafiku. I całe szczęście! 😉


A co Wy o tym myślicie? Czy też czujecie tę presję, by od małego zapisywać dzieci na dziesiątki zajęć? A może udało Wam się znaleźć złoty środek i nieco zwolnić? Dajcie znać w komentarzach!



Komentarze


IMG_2382_edited.jpg
  • Instagram

Kontakt

Dodaj podtytuł_edited_edited_edited.jpg

 

© 2035 by Między drzemkami. Powered and secured by Wix 

 

bottom of page