top of page
Szukaj

Whats up?

Zdjęcie autora: Antonina Żero
Antonina Żero
6 paź
2 minut(y) czytania

Dawno mnie tu nie było. Ostatnie tygodnie przyniosły sporo zamieszania, a w moim życiu pojawiło się kilka kryzysów, o których może opowiem Wam innym razem. 

Przez to wszystko nie miałam nawet siły i głowy, żeby opublikować nowy wpis.


Ostatnio jednak, podczas nagrywania wiadomości głosowej do mojej wieloletniej przyjaciółki, miałam pewną refleksję, którą chciałam się z Wami podzielić.


Moja przyjaciółka jest w ciąży i mieszka poza miastem, więc nasze możliwości spotkań są mocno ograniczone. Wiadomo – brak czasu, odległość, a do tego u niej dochodzi jeszcze gorsze samopoczucie czy spadek energii, co w ciąży jest zupełnie naturalne. Zostały nam więc głównie wiadomości tekstowe i głosówki.

Niedawno stałam z telefonem w ręku i nagrywam do niej głosówkę na WhatsAppie.

Kto korzysta, ten wie, że podczas nagrywania na ekranie widać małą ikonkę mikrofonu. Stoję, mówię i nagle widzę, że pojawia się… drugi mikrofon. Dokładnie w tym samym momencie ona zaczęła nagrywać wiadomość do mnie.

Zatrzymałam się na chwilę i pomyślałam, jakie to abstrakcyjne.

Gdyby ktoś posadził nas teraz przy jednym stole i gdybyśmy zaczęły mówić do siebie dokładnie tak samo – w tym samym czasie, każda o swoim – powstałyby dwa zupełnie niezależne od siebie monologi. Stojąc twarzą w twarz, taka rozmowa nie miałaby najmniejszego sensu. Przecież w ogóle byśmy się nie słuchały!

A na komunikatorze? Ja wysłałam swoją wiadomość, ona swoją. Każda z nas mogła odtworzyć odsłuch wtedy, kiedy miała na to czas, i wyrzucić z siebie wszystko na jednym wdechu.


To wydarzenie dało mi do myślenia o tym, jak bardzo zmieniła się nasza komunikacja.

Z jednej strony żyjemy w cyfrowym świecie, gdzie klasyczna rozmowa – taka przy kawie, na żywo – potrafi czasem zmęczyć. Dlaczego? Bo na żywo nie da się wyrzucić z siebie całego strumienia wiadomości bez przerwy. Trzeba słuchać, reagować, czekać na swoją kolej.


Dzisiejsze głosówki dają nam złudzenie pełnej swobody wypowiedzi, ale czy na pewno ułatwiają budowanie głębokich relacji? Czy nie tracimy przez to umiejętności prawdziwego słuchania drugiego człowieka?


Z drugiej strony – nie chcę tego tylko krytykować. Żyjemy w czasach cyfrowych, wchodzi sztuczna inteligencja (sama łapię się na tym, że używam AI do tworzenia, a czasem po prostu do szukania prostego przepisu!), a świat pędzi. Dla wielu osób – na przykład dla młodych matek zamkniętych w domu z dziećmi, które dawniej czuły się odcięte od dorosłego świata – taka forma kontaktu to poniekąd ratunek dla psychiki. Pozwala „otworzyć gębę” do innego dorosłego i utrzymać więź mimo braku czasu czy fizycznej możliwości spotkania.


Sama stawiam się gdzieś pośrodku. Bardzo dbam o relacje na żywo i staram się widywać z ludźmi tak często, jak to możliwe. Nie chciałabym żyć wyłącznie online. Widzę jednak, że technologia bywa zarówno błogosławieństwem, jak i zmorą.


A jak to wygląda u Was? Wolicie nagrywać głosówki i odsłuchiwać je w wolnej chwili, czy jednak brakuje Wam tradycyjnej rozmowy twarzą w twarz?


Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!



Komentarze


IMG_2382_edited.jpg
  • Instagram

Kontakt

Dodaj podtytuł_edited_edited_edited.jpg

 

© 2035 by Między drzemkami. Powered and secured by Wix 

 

bottom of page