top of page
Szukaj

Pakowanie na wakacje z dziećmi, czyli jak nie oszaleć i dlaczego znowu jedziemy jak tabor cygański?

  • Zdjęcie autora: Antonina Żero
    Antonina Żero
  • 14 lip
  • 2 minut(y) czytania

Cześć!

Piszę do Was prosto z mojej... domowej pralni. Trwa właśnie wielka przepierka stulecia, bo jesteśmy dokładnie w tym magicznym, niezwykle intensywnym momencie „pomiędzy”. Dopiero co wróciliśmy z jednych wakacji, Maja zaraz wraca z obozu i my mamy dwa dni na ogarnięcie prania, zanim znowu spakujemy walizki i ruszymy w kolejną drogę.

I tak stojąc nad tą pralką i segregując tony ubrań, pomyślałam, że to idealny moment na poruszenie tematu rzeki: PAKOWANIE.

Jak to u Was wygląda? Bo u mnie... cóż, to skomplikowane.


Pakowanie samej siebie? Bułka z masłem!


Jeśli chodzi o mnie, to naprawdę nie mam z tym problemu. Znam swoje ubrania, wiem, w czym chodzę, i potrafię spakować się minimalistycznie. Na dłuższą wyprawę potrzebuję jednych długich spodni, jednych krótkich, kilku t-shirtów i gotowe.

Kiedyś z mężem polecieliśmy na trzy tygodnie na Kubę tylko z plecakami podręcznymi! Wiedzieliśmy, że będziemy się dużo przemieszczać, jeździć rowerami, więc bagaż musiał być lekki. I to było super! Wiadomo, Kuba to ciepły kraj, więc letnie rzeczy nie zajmują dużo miejsca, ale dało się? Dało!

Schody zaczynają się wtedy, kiedy do równania dodamy dzieci.


Starszak vs. Maluch, czyli dwie różne galaktyki


Z Mają pakowanie to już teraz właściwie partnerska współpraca. Maja jest już duża, sama robi sobie listę, szykuje rzeczy na łóżku, a potem razem przechodzimy przez jej punkty i układamy wszystko w walizce. Czasem muszę jej coś dorzucić (bo o czymś zapomniała) albo wręcz przeciwnie – namówić do odłożenia piętnastego pluszaka, który po prostu nie przejdzie przez kontrolę rozmiaru walizki! Ale generalnie: pełna kultura i spokój.


A potem wchodzi on... Leon.


I tu zaczyna się prawdziwy kosmos. Pakowanie niemowlaka to dla mnie totalny powrót do przeszłości (z Mają miałam dokładnie to samo).

Pakuję go tak, jakbyśmy wyjeżdżali na roczną misję humanitarną:

Ubranka: No bo przecież może uleje, może „pójdzie drugą stroną” (i to z impetem), a teraz jeszcze rozszerzamy dietę, więc każda koszulka po minucie wygląda jak dzieło sztuki nowoczesnej. I choć wiem, że połowy z tego nie założy – i tak ląduje to w walizce.

Sprzęty gabarytowe: Łóżeczko turystyczne (wielkie!), wózek (totalny gigant!). Na wyjazdy po Polsce nie chcę kupować mniejszej spacerówki „tylko na wyjazd”, więc bierzemy nasz standardowy, duży wózek.

 Inne „niezbędniki”: Nosidła, butelki na wodę, jedzenie, zapasy...


Logistyka na poziomie NASA


Ostatnio jechaliśmy tylko we trójkę (ja, mąż i Leon, bo Maja była na obozie), a auto było zapakowane po sam sufit! Gdyby nie pożyczony od znajomych box dachowy, chyba musielibyśmy jechać z otwartym bagażnikiem. Nawet przednie siedzenie pasażera było całe zawalone rzeczami.

Najmniejszy człowiek w rodzinie generuje największy tonaż bagażu – czy to nie jest jakiś paradoks?

W głowie mam już nawet wizję kupienia worków próżniowych i jeżdżenia na wakacje z odkurzaczem, żeby odsysać powietrze z ubranek Leona i jakoś to wszystko skompresować!


A jak to wygląda u Was?


Dajcie znać w komentarzach!

Czy na wyjazdy z dziećmi ruszacie jak wielki tabor cygański, modląc się, żeby amortyzatory w aucie wytrzymały?

Czy może opanowaliście sztukę pakowania maluchów w jedną małą walizeczkę i zdradzicie mi ten tajemny sekret?


Ja tymczasem wracam do mojej pralki.😉



Komentarze


IMG_2382_edited.jpg
  • Instagram

Kontakt

Dodaj podtytuł_edited_edited_edited.jpg

 

© 2035 by Między drzemkami. Powered and secured by Wix 

 

bottom of page